...więcej Ekologia Nauka Szkolenia Biznes Zielony Dziennik Platinum GroupUEFA ma dosyć Ukrainy?
Inspektorzy UEFA ostrzegają: nie ma czasu na rozmyślania, najwyższa pora na działanie! Jeśli Ukraina tego nie zrozumie – prawo do organizowania mistrzostw Euro 2012 dostaną Niemcy. Takie słychać pogłoski, chociaż nikt z UEFA oficjalnie ich nie potwierdza. Teraz należy postawić pytanie, czy Ukrainie wystarczy czasu i pieniędzy, żeby nie stracić swojej szansy?
Nowe władze zaczynają działać
Od czasu, gdy Ukraina razem z Polską dostały prawo do organizowania Euro 2012, urzędnicy UEFA odwiedzając Kijów, nie ukrywali sceptycyzmu: mistrzostwa Ukraina dostała z ogromnym zadatkiem, a zatem musi jeszcze udowodnić, że nie popełniono wielkiego błędu. Podczas ostatniej kwietniowej wizyty w Kijowie dyrektor Euro 2012 Martin Kallen nie był, jak zwykle, dyplomatyczny, powiedział wprost: – Nie ma czasu zwlekać. Trzeba szybko i porządnie reagować na wyzwania, które powstają. Kallen miał powody do zmartwienia: sprawdzając razem z kierownictwem ukraińskich miast stadiony i lotniska, doszedł do wniosku, że żadne miasto przyjmujące mistrzostwa nie jest przygotowane i kraj może nie zdążyć przed Euro 2012.
Ukraińskie władze przyznają, że opóźnienie wynosi około pięciu miesięcy. I narzekają na poprzedników, twierdząc, że w ciągu ostatnich dwóch lat w przygotowaniach nic nie było zrobione. Wicepremier Borys Kolesnikow, odpowiedzialny za przygotowania do mistrzostw, po sprawdzeniu czterech miast przyjmujących Euro oświadczył, że budownictwo lotnisk i stadionów jest zbyt powolne. Na przykład budowa stadionu w Kijowie opóźnia się o pięć miesięcy. Ale najgorsza sytuacja jest we Lwowie. Dlatego pierwszą decyzją wicepremiera była zmiana wykonawcy prac budowlanych w tym mieście.
Nikt specjalnie się nie zdziwił, że nowa firma budowlana, którą wybrał Kolesnikow, pochodzi z Doniecka. W końcu prawie wszyscy z nowych władz państwa pochodzą z tego miasta, nawet wicepremier.
Skąd wziąć pieniądze?
Wiadomość, że Ukraina dostała prawo do prowadzenia mistrzostw, wywołała prawdziwy wybuch emocji: Ukraińcy wierzyli, że są czegoś warci. Ale po tym, jak minęła radość, powstało mnóstwo pytań. I pierwsze z nich – skąd wziąć pieniądze na odpowiednią organizację Euro? Przecież od początku było jasne, że Ukraina nie doczeka się prywatnych inwestycji, przynajmniej nie tak dużych, by obejmowały stadiony, hotele, lotniska i drogi. Warto przypomnieć, że w ciągu ostatnich trzech lat na Ukrainie wybory odbywały się trzykrotnie – parlamentarne, lokalne w stolicy i prezydenckie. I to właśnie one zawsze były priorytetem, zwłaszcza kiedy powstawała kwestia pieniędzy budżetowych.
Oponenci Julii Tymoszenko, która przez dwa lata była premierem, często oskarżali ją, że prowadzi kampanię wyborczą za środki z budżetu państwowego. Kiedy zaczął się światowy kryzys, ilość pieniędzy zmniejszyła się. W końcu powstała sytuacja, kiedy to przyciągnięcie inwestycji prywatnych na budowę obiektów Euro 2012 stało się bardzo trudną sprawą, a w budżecie państwowym brakuje pieniędzy. Julia Tymoszenko starała się zdobyć pieniądze na finansowanie mistrzostw z Banku Narodowego. Ale wszystkie projekty ustaw dotyczące Euro 2012 były wetowane przez prezydenta Wiktora Juszczenkę. Kiedy nowe władze objęły stanowiska, pytania dotyczące finansowania Euro stały się jeszcze wyraźniejsze. Przecież do mistrzostw zostało bardzo mało czasu.
W prasie rosyjskiej pojawiły się informacje, że podczas negocjacji rosyjsko-ukraińskich w Moskwie w marcu mówiono o zaangażowaniu rosyjskich przedsiębiorców do budowy obiektów Euro 2012. Jednak bardziej przedmiotową rozmowę na ten temat premierzy obu krajów przenieśli na kwiecień.
Jeszcze jeden pomysł, który wymienił Borys Kolesnikow, polega na ponownym zezwoleniu na Ukrainie na gry hazardowe. Premier Julii Tymoszenko udało się wpłynąć na parlament, aby przyjął zakaz prowadzenia gier hazardowych. Teraz Kolesnikow proponuje znów sprzedawać licencje na otwarcie kasyn, np. w drogich hotelach na Krymie. Jedna taka licencja miałaby kosztować 5 mln dol. Nie wiadomo jednak, ilu jest chętnych do robienia takich interesów na Ukrainie. Przecież tym, którzy legalnie pracowali w sferze gier hazardowych przed ich zakazem, państwo i tak nie zwróciło pieniędzy za licencje, które stracili.
A zatem, pytanie o finanse jest otwarte. Jednak prezydent Wiktor Janukowycz oświadczył, że w 2010 r. na finansowanie Euro 2012 musi być przeznaczone 30 mld hrywien (ok. 3 mld euro), chociaż lepiej byłoby przeznaczyć nawet 40 mld hrywien.
Nie wszystko źle
Oczywistym jest fakt, że poziom przygotowywania Ukrainy do Euro 2012 jest niedopuszczalnie niski. I to wywołało niepokój piłkarskich urzędników z UEFA. Dano już do zrozumienia, że Lwów może być wykreślony z listy miast przyjmujących mistrzostwa, a prowadzenie meczu finałowego w Kijowie też jest poważnie zagrożone. Jeśli wcześniej przedstawiciele UEFA wypowiadali swoje uwagi dość dyplomatycznie, to teraz bardzo konkretnie oświadczyli: dalej tak ciągnąć nie można. Michel Platini zadowolony jest tylko z jednego poziomu przygotowań do Euro 2012 – w Charkowie. Wiktor Janukowycz zapewnił, że Ukraina przygotuje mistrzostwa na tak wysokim poziomie, jak to jest możliwe. Prezydent stworzył nawet komitet państwowy, który będzie się zajmował przygotowaniami do nich.
Opozycja dość sceptycznie ocenia szanse nowej władzy na nadążenie z terminami. Jednak przyznaje, że sytuacja nie jest tak zła, jak się wydaje. Jak powiedział „Eurogospodarce” minister sportu z „gabinetu cieni” Ostap Semerak: – Kolesnikowowi i jego kolegom zależy na tym, żeby stworzyć pozory wielkiej roboty. Naprawdę wiele zrobiła Julia Tymoszenko i jej ekipa. Kiedy dostaliśmy prawo na prowadzenie mistrzostw, wszystkie nasze miasta miały po 10 czerwonych kartek od UEFA, co oznaczało całkowity brak gotowości. Teraz mamy 2-3 takie kartki, reszta to żółte i zielone. Zdaniem ministra, nowe władze mocno przesadzają, kiedy stwierdzają, że sytuacja z przygotowaniami do Euro 2012 jest katastroficzna.
– Kolesnikow traktuje to propagandowo. Zależy mu, żeby wszyscy myśleli, że to on naprawił sytuację – powiedział Semerak.
Tak czy inaczej, podczas ostatniej wizyty na Ukrainie przedstawiciele UEFA wyraźnie zmienili ton. Już od dawna się mówi, że UEFA, która ma dosyć nieprzewidywalnego wschodnioeuropejskiego kraju, ma plan „B”. Jeśli Ukraina jednak nie da rady, mistrzostwa (przynajmniej część ukraińską) mogą oddać Niemcom. Na razie realizacja tego planu jest bliska jak nigdy wcześniej.
VIKTORIA CHYRVA
Korespondentka z Ukrainy
źródło: Eurogospodarka 5/2010










Dodaj nową odpowiedź