...więcej Ekologia Nauka Szkolenia Biznes Zielony Dziennik Platinum GroupPolityczny regres
Ukraińcy, którzy marzyli o wartościach europejskich, swobodzie słowa i panowaniu prawa czują się obcy we własnym kraju. Czy „pomarańczowa rewolucja” coś zmieniła? Ukraina wraca w lepszym przypadku do czasów „kuczmizmu”, w gorszym – do imperium radzieckiego.
Według nakazów Kuczmy
Odkąd Wiktor Janukowycz został prezydentem, były szef państwa Leonid Kuczma nie ukrywał ulgi: – Wszystko zaczynamy od zera i ja się cieszę – powiedział. Rzeczywiście, wiele z tego, co się obecnie dzieje na Ukrainie, bardzo przypomina najgorsze przejawy „kuczmizmu”. Wprawdzie Janukowycz posunął się jeszcze dalej – jeśli Kuczma przynajmniej starał się przypodobać zarówno Rosji, jak i Unii Europejskiej, to obecna władza postawiła wyłącznie na Moskwę.
Jak jeszcze można wyjaśnić, że w ciągu kilku tygodni liczba spotkań przywódców Rosji i Ukrainy była większa niż w ciągu kilku ubiegłych lat? Ukrainie bardzo zależało na niskiej cenie gazu i otrzymała ją. Ale za jaką cenę! Teraz rosyjska Flota Czarnomorska może przebywać na terytorium Ukrainy do 2042 r., a nie do 2017 r. – jak jest to zapisane w umowie między Rosją a Ukrainą. Nie mówiąc już o tym, że istnieje konstytucyjny zakaz stacjonowania obcych wojsk na terytorium kraju. Ekipa prezydenta usprawiedliwia się, że w zamian dostali zniżkę na gaz. Ale eksperci jednogłośnie powtarzają, że niższa cena gazu będzie obowiązywała tylko w określonym czasie i może się zmieniać, a przedłużenie na 25 lat stacjonowania rosyjskiej floty na Krymie nie podlega zmianie. Jeżeli ktoś z przyszłych ukraińskich przywódców spróbuje odwołać zawarte umowy (a Julia Tymoszenko już obiecała to zrobić po przejęciu władzy), to Ukraina będzie musiała kompensować Rosji sumę zniżki na gaz. Chodzi o miliardy dolarów.
Wielki Głód ludobójstwem
Wiktor Janukowycz postanowił zmienić nie tylko kierunek polityki zagranicznej, ale też państwowe priorytety. Wiktor Juszczenko pięć lat walczył o to, żeby świat uznał Wielki Głód lat 1932–1933 za ludobójstwo narodu ukraińskiego. Lecz jego następca jednym zdaniem przekreślił wszystko. Występując na sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, ukraiński prezydent oświadczył: – Uważamy, że nieprawidłowe i niesprawiedliwe jest uznawanie Wielkiego Głodu za fakt ludobójstwa tego albo innego narodu. To była powszechna tragedia państw, które wchodziły w skład Związku Radzieckiego. Moskwie to oświadczenie bardzo się spodobało. Tym bardziej że Rosja jest jednym z niewielu krajów, który uparcie nie uznawał Wielkiego Głodu. Tragedia ta jest uważana za jedno z najstraszniejszych przestępstw Stalina. Mimo to na Kremlu są przekonani, że Ukraina starała się o uznanie go za ludobójstwo, żeby oskarżyć o to współczesną Rosję i – być może – uzyskać kompensacje.
Natomiast na Ukrainie nastroje się zmieniły. Stalina obecnie nie traktuje się jako przestępcę i tyrana, lecz jako… bohatera zasługującego na pomnik. Właśnie taki pomnik pojawił się na początku maja w Zaporożu, jednym z dużych ukraińskich miast na południowym wschodzie kraju. Postawienie pomnika zorganizowała niewielka grupa miejscowych komunistów, ale zjawisko już teraz jest niepokojące. Za panowania Kuczmy, a tym bardziej za Juszczenki, coś takiego byłoby nie do pomyślenia. I chociaż przywódcy kraju w swoich wypowiedziach potępiają działania zaporoskich komunistów, nie przeszkadzają im w tym. Politolog Wadym Stojakin uważa, że pełne milczenie przedstawicieli władz
centralnych w tym przypadku to ukłon w stronę Rosji. Natomiast milczenie społeczeństwa – zdaniem eksperta – to znak społecznej apatii, rozczarowania politykami i zagubienia moralnych i społecznych wartości.
Koniec z wolnością słowa?
Można dojść do wniosku, że nowa władza próbuje zanegować dorobek poprzedników, nawet rzeczy dobre. Jednym z głównych (jeśli nie jedynym) osiągnięciem Wiktora Juszczenki była wolność słowa. Wraz z dojściem Janukowycza do władzy wydaje się, że to się skończyło. Według nieoficjalnych informacji administracja prezydenta domaga się, aby wiadomości w głównych kanałach telewizyjnych nie były nadawane na żywo, jak zwykle, ale wcześniej nagrywane. A przed nagraniem muszą je obejrzeć w administracji.
Możliwe, że są to tylko plotki, ale są i fakty. Dziennikarze dwóch największych kanałów telewizyjnych – „1 + 1” i „STB” – zwrócili się z otwartymi listami, w których oświadczają, że na Ukrainie odradza się cenzura. Wróciły „Temnyki”, które były podstawą redakcyjnej polityki wszystkich kanałów przy Kuczmie. Właściciele telewizji znowu dostają pisemne instrukcje, co można pokazywać, a czego nie. Na przykład jest zabroniona jakakolwiek krytyka władzy, natomiast tematy dotyczące opozycji to czarny PR.
Dziennikarze mieli nadzieję, że po „pomarańczowej rewolucji”
2004 r. do czegoś podobnego na Ukrainie nigdy nie dojdzie. Jednak okazało się, że nowa władza traktuje prasę jak pomocników w sprawowaniu władzy. Ale władze ukraińskie
zaprzeczają istnieniu cenzury. Wiceszefowa administracji
kancelarii prezydenta Anna Herman (która przez długi czas
pracowała w opozycyjnym wobec Leonida Kuczmy radiu „Swoboda”) zaproponowała, aby potraktować listy dziennikarskie jako korporacyjny konflikt między właścicielami kanałów a pracownikami.
Ukraina zdecydowanie zawróciła o 180 stopni i wraca do przeszłości. Komuniści znowu wchodzą do koalicji rządzącej. Janukowycz i jego ekipa nie ukrywają, że są gotowi na duże ustępstwa wobec Rosji: zaczynając od gazociągów, kończąc na przedsiębiorstwach branży lotniczej i atomowej. Obecnie nikt nie może przeszkodzić planom władzy. Liderzy opozycji – Julia Tymoszenko, Wiktor Juszczenko, Arsenij Jaceniuk oraz inni – nie mogą połączyć się i wystąpić wspólnie przeciwko politycznemu regresowi kraju. Nawet zagrożenie interesów narodowych nie jest w stanie przeważyć nad osobistymi ambicjami polityków.
VIKTORIA CHYRVA
źrodlo; Eurogospodarka 6/2010










Dodaj nową odpowiedź