...więcej Ekologia Nauka Szkolenia Biznes Zielony Dziennik Platinum GroupUszczelnimy system opłat
Rozmowa z Andrzejem Jagusiewiczem Głównym Inspektorem Ochrony Środowiska
- Panie ministrze, z jakim dorobkiem GIOŚ zakończył ubiegły kryzysowy rok?
- W naszym przypadku okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nasz wysiłek – mam tu na myśli kadrę i sprzyjające okoliczności – umożliwił wykonanie zaplanowanych przedsięwzięć wynikających z obowiązków statutowych, jak również w obszarze inwestycji poszerzających nasze techniczne możliwości. Istotny na to wpływ miał fakt powiększenia budżetu w porównaniu do roku 2008 (był wtedy bardzo niski) oraz stosunkowo wysokie dofinansowanie, wynoszące 54 mln zł z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Dzięki temu mogliśmy doposażyć nasze laboratoria w nowoczesną aparaturę umożliwiającą rozpoczęcie wykonania priorytetowych zadań, takich jak: pomiary zapylenia powietrza cząsteczkami PM-2,5 zgodnie z nową dyrektywą CAFE, które stanowią większe zagrożenie dla zdrowia niż mierzona dotychczas cała frakcja pyłów poniżej 10 mikronów, pomiary zanieczyszczenia wód w celu eliminacji ze środowiska wodnego toksycznych związków zrzucanych wraz ze ściekami oraz pomiary natężenia hałasu, który narasta z wielu przyczyn i powoduje uciążliwości, a już na pewno negatywnie wpływa na zdrowie. Na podstawie pomiarów tworzone są mapy natężenia hałasu wykorzystywane do działań ograniczających i zapobiegających negatywnym jego skutkom. Dzięki tej najnowszej aparaturze zaczęliśmy nadrabiać zaległości w realizacji przyjętych zobowiązań unijnych, które musimy zakończyć do czerwca 2011 r., w odniesieniu do zadań ochrony powietrza i do końca roku 2012 w celu poprawy klimatu akustycznego.
- Jakie zamierzenia wyznacza sobie GIOŚ na bieżący rok i następne lata?
- Przeprowadziliśmy wspólnie, tzn. z kierownikami wojewódzkich inspektoratów i ich delegatur, wiele burzliwych debat dotyczących usprawnienia skuteczności naszych działań w najbliższej przyszłości, a szczególnie w roku 2010, który moim zdaniem nie będzie łatwiejszy od minionego. Następuje szybszy wzrost zadań przy wolniejszej poprawie warunków funkcjonowania Inspekcji jako całości. Na czoło wysuwa się więc nadal problem finansowania działalności GIOŚ.
- Czyli nie zanosi się na spadek napięcia?
- Niestety nie. Niepokoi nas bardzo sprawa likwidacji tzw. dochodów własnych w wojewódzkich inspektoratach, które przynosi nam rynkowa działalność laboratoryjna. Rok 2010 jest ostatnim rokiem, w którym możemy nimi jeszcze dysponować. Stanowią one ok. 30 proc. budżetu laboratoriów w pozycji wydatki bieżące). Niepewność pogłębia także reforma systemu finansowania ochrony środowiska w Polsce. Wojewódzkie fundusze ochrony środowiska przechodzą do samorządów w gestię marszałków województwa. Natomiast powiatowe i gminne są likwidowane. Inspekcja Ochrony Środowiska korzystała z tych funduszy, ale na razie nie wiemy, czy nadal będzie to możliwe. Pieniądze z budżetów gmin prawdopodobnie będzie można pozyskać na potrzeby Inspekcji Ochrony Środowiska, ale już nie obligatoryjnie, choć mam wątpliwości, czy budżet może wspierać budżet. Biorąc pod uwagę powyższe zmiany, doszliśmy do wniosku, że Inspekcja Ochrony Środowiska musi się również głęboko zreformować, by przystosować się do zaistniałych warunków. Na razie gotowy jest do rozpatrzenia przez rząd projekt małej reformy dostosowujący GIOŚ do aktualnie obowiązującego otoczenia prawnego. Stanowi o nim ustawa o Funkcjonowaniu Administracji Rządowej w województwach, ustawa o Służbie Cywilnej oraz ustawa o Swobodzie Wykonywania Działalności Gospodarczej. Po 2010 r. powinna nastąpić głębsza reforma ukierunkowana na scentralizowanie Inspekcji Ochrony Środowiska na wzór GDOŚ, czyli odłączenie (odzespolenie) wojewódzkich inspektorów ochrony środowiska wraz z laboratoriami od wojewody i podporządkowanie ich GIOŚ. Byłoby to zgodne z polityczną deklaracją Ministerstwa Środowiska o drugim etapie reformy służb ochrony środowiska, która zakłada utworzenie silnej centralnej organizacji mającej swoje regionalne oddziały, tak jak w latach 80. ub. wieku. Reformie organizacyjnej winno towarzyszyć poszerzenie uprawnień, a zarazem wzmocnienie skuteczności działań w ochronie przyrody. Na przykład mamy zamiar przejęcia straży łowieckiej i rybackiej od wojewody, dzięki czemu służby te byłyby skoncentrowane, jednocześnie nieograniczane kompetencją terenową w obrębie województwa, a zatem lepiej wykorzystane dla ochrony przyrody i środowiska. Byłby to swoisty początek tworzenia straży przyrody z prawdziwego zdarzenia. Zmierzać będziemy także do kontroli w ramach nowej organizacji w pierwszej kolejności wszystkich, którzy intensywnie i na dużą skalę korzystają ze środowiska i zasobów naturalnych i podlegają dyrektywie IPPC. Dodam, że ta ostatnia staje się coraz bardziej restrykcyjna i obejmuje swoim zasięgiem coraz mniejsze podmioty w stosunku do swojej pierwotnej postaci. Jej końcowa wersja jeszcze się tworzy w ramach tzw. dyrektywy o emisjach przemysłowych. Trwają prace nad określeniem kosztów reformy inspekcji, czyli ocena skutków regulacji tego przedsięwzięcia, które zakończymy w I kwartale. Natomiast do kwietnia planujemy przygotowanie założeń do projektu ustawy ze stosownymi uzasadnieniami, zgodnie z nową procedurą legislacyjną.
- Z jakich źródeł będziecie czerpać niezbędne środki?
- Ich źródłem mogą być pewne odpisy od opłat pobieranych przez urzędy marszałkowskie za korzystanie ze środowiska. Mamy wiarygodne informacje, że podmioty deklarujące opłaty środowiskowe zaniżają je znacznie (mimo że są one stosunkowo niskie) w stosunku do rzeczywistego poziomu emitowania wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. Przykładem takich praktyk mogą być stacje benzynowe, ale nie tylko. W związku z tym będziemy w 2010 r. uszczelniać system opłat. Możliwości takie stwarza tworzony przez nas, zgodnie z wymogami unijnej dyrektywy, rejestr uwalniania i transferu zanieczyszczeń, w żargonie tzw. PRTR. To dobre narzędzie dla marszałka województwa, który pobiera opłaty od podmiotów gospodarczych, a dzięki PRTR może porównywać wpływy środków z faktycznie należnymi. Wymaga to jeszcze udoskonalenia pilotowej wersji rejestru, ale to nastąpi już niebawem. Marszałkowie zostali poinformowani przeze mnie o takiej możliwości i mam nadzieję, że z niej już wkrótce będą korzystać na stałe. Już obecnie inspektorzy ochrony środowiska zostali zobowiązani do ścisłej kontroli zrzutu ścieków (ilość i rodzaj zanieczyszczeń) do wód, gdyż tu, podobnie jak na stacjach benzynowych, istnieje potrzeba ustalenia należnej wielkości opłat, ponieważ są one, naszym zdaniem, także zaniżane. Dzięki takiemu podejściu i wykorzystaniu nowoczesnej aparatury uszczelnienie systemu opłat, które zasilają przecież fundusze ochrony środowiska i gospodarki wodnej, można będzie znacznie zwiększyć wpływy w postaci stałej, wyrażonej w procentach dotacji na rzecz finansowania zadań nowej Inspekcji ze strony tych instytucji finansowych. Innym sposobem zasilenia budżetu IOŚ może być specjalizacja laboratoriów. Scentralizowana Inspekcja mająca regionalne inspektoraty może przede wszystkim wyspecjalizować swoje laboratoria i uwolnić je od obecnych ograniczeń w działaniu do terenu województwa. A wtedy doposażenie ich w najnowszą i zarazem najdroższą aparaturę będzie się odbywać wg klucza specjalizacyjnego. Podniesie to znacząco stopień wykorzystania aparatury, a zatem obniży koszty wyposażania laboratoriów. Ponadto wzrośnie jakość i wydajność kontroli wobec zalet specjalizacji i w ramach wolnych mocy, jeśli takowe jeszcze będą, umożliwi legalnie „dorabianie” na rynku. Wreszcie doczekamy się laboratoriów referencyjnych i wzorcujących na szczeblu krajowym, zgodnie z wymogami unijnymi. Końcowym efektem tych przedsięwzięć powinno być lepsze przestrzeganie POŚ przez podmioty gospodarcze, ograniczenie szarej strefy i lepsza jakość środowiska, którego jesteśmy przecież ustawowym strażnikiem.
- Jakie problemy wymagają szczególnej uwagi?
- Główny wysiłek skierujemy na kwestie zbiórki i przetwarzania pojazdów wycofanych z eksploatacji. Do Polski w ciągu roku sprowadza się około miliona wyeksploatowanych i często bardzo uszkodzonych samochodów. Cześć z nich to zwykły odpad, ale przywracane do ruchu w sposób bezprawny stanowią jedną z przyczyn wypadków. Nie możemy dopuścić, aby Polska była złomowiskiem dla Europy, a po naszych drogach jeździły pojazdy niebezpieczne, np. z wadliwym układem kierowniczym. O wymaganych normach ekologicznych już nawet nie wspominam. Podobnie ściślejszej kontroli poddamy zbiórkę, przetwarzanie i odzysk zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, zwłaszcza wielkogabarytowego, jak lodówki, pralki, telewizory czy monitory. Wielkie zadanie stanowi nadal ucywilizowana gospodarka odpadami. Niezrealizowanie obowiązujących dyrektyw unijnych oznacza możliwość nałożenia na Polskę dotkliwych kar. My tymczasem postulujemy o ich zaostrzenie wobec nieuczciwych operatorów na rynku odpadów, nawet do 300 tys. zł w przypadku nielegalnego demontażu pojazdów wycofanych z eksploatacji. A czasu na jego uporządkowanie i likwidację związanej z nim „szarej strefy” zostało już niewiele. Do tego musimy jeszcze, i to szybko, dostosować składowiska odpadów komunalnych do surowych wymogów technicznych, bo w przeciwnym razie trzeba będzie je po prostu zamykać. Do tego nie możemy jednak dopuścić. Jak widać, czeka nas ogromny wysiłek. To dla nas bardzo duże wyzwanie, a i uzasadnienie dla reformy.
- Dziękuję za rozmowę.
HENRYK OLEKSY
Rozmowa została opublikowana w miesięczniku „Biznes i Ekologia” (nr 85/2010)
źródło: Eurogospodarka 4/2010










Dodaj nową odpowiedź