...więcej Ekologia Nauka Szkolenia Biznes Zielony Dziennik Platinum GroupNie poddaję się łatwo
Rozmowa z trenerem kobiecego Klubu Tenisa Stołowego z Tarnobrzega Zbigniewem Nęckiem.
- Jest pan trenerem czy menedżerem?
- Ukończyłem krakowską Politechnikę i, aby zdobyć uprawnienia trenerskie, studiowałem również AWF w Gdańsku, ale z konieczności chodzę także „po prośbie”.
- Pierwsze w historii tej dyscypliny drużynowe wicemistrzostwo Europy dla Polski, trzy razy finał klubowego Pucharu Europy, 18 złotych medali w drużynowych czempionatach kraju – to niektóre zespołowe sukcesy pod pana egidą. Co jest największym osiągnięciem w drugiej roli?
- Chyba to, że przetrwaliśmy już tyle lat, nie tracąc poziomu sportowego. Przeżyłem jako trener i menedżer kilka naprawdę beznadziejnych sytuacji, ale dotąd zawsze znajdowałem sposób, aby uratować drużynę. Nie myślałem wówczas o wielkich celach. Wydawało się, że medal mistrzostw Polski będzie nieosiągalny, ale czasem zawodniczki mile mnie zaskakiwały, bo gdy nie stać nas było w Tarnobrzegu na lepszy skład, one potrafiły tak bardzo się zmobilizować, że i tak kończyły sezon ze złotem na szyi. Nadrabialiśmy po prostu pracą.
- Czy podczas tych 23 lat pracy w Tarnobrzegu zdarzały się ciężkie chwile?
- Chyba trzy razy prasa wieściła koniec klubu, wycofywali się sponsorzy strategiczni w trakcie sezonu, upadały pewne mozolnie tworzone struktury. Długo można opowiadać, ale nie żyję przeszłością, a kłopoty są po to, by je rozwiązywać. Taki mam charakter, że łatwo się nie poddaję. Jednak nie tylko o mnie chodzi. Od lat w Tarnobrzegu występują w pełni zawodowe tenisistki. Utrzymują się wyłącznie z tego, co dostają z klubu. Mimo to, potrafiły grać przez pewien czas zupełnie bez wynagrodzenia. Tylko dzięki wzajemnemu zaufaniu i atmosferze, która u nas panuje, możliwe było takie postawienie sprawy. Powiedziałem wprost: – Nie ma teraz, ale wszystko wyrównam, jak znajdą się fundusze. I one grały. Nie do pomyślenia była sytuacja jak na boiskach piłkarskich, że zawodnicy strajkują i nie wychodzą na boisko. Dziewczyny jeszcze bardziej walczyły, żeby udowodnić, że płonne są nadzieje na koniec klubu tarnobrzeskiego. Tragikomiczne bywały także wyjazdy na niektóre mecze. Nie obawiałem się ich ze względów sportowych, ale ekonomicznych. Nieraz nie spałem po nocach, bo nie było za co jechać. Zawodniczki oczywiście o niczym nie wiedziały, one miały myśleć wyłącznie o sporcie.
- Z powodu konieczności zadbania o klub zrezygnował pan z funkcji trenera reprezentacji kobiet?
- To bardziej złożony temat. Wystąpiły pewne okoliczności w moim życiu, musiałem podjąć taką decyzję. Przygoda z reprezentacją była bardzo miła i zostawiłem ją następcy ze spokojem, że zespół jest poukładany, a atmosfera w końcu właściwa.
- Jak dokładnie wygląda finansowanie klubu? Czy wielokrotny mistrz Polski może liczyć na wsparcie z Polskiego Związku Tenisa Stołowego, PKOL czy Ministerstwa Sportu i Turystyki?
- Całkowicie opiera się na tym, co – mówiąc nieładnie – „wyżebram” jako menedżer. Budżet klubu zależy od sponsorów. Na żadne dotacje z ministerstwa, PKOL czy PZTS nie możemy liczyć. Zresztą PZTS nawet nie przewiduje nagrody za zdobycie mistrzostwa Polski, więc wsparcie finansowe wydaje się abstrakcją.
- Ile wynosi utrzymanie zespołu na poziomie mistrzowskim, takim jak obecnie?
- O wiele mniej niż drużyny siatkarskiej, nie mówiąc o piłkarskiej. Dla działaczy tych dyscyplin kwoty nam potrzebne mogą wydawać się śmieszne.
- Przykładowo, ile kosztuje logo sponsora na koszulkach?
- Nie jest tak, jak w związku narciarskim, który sztywno określa, za ile można kupić centymetr kwadratowy na kombinezonach skoczków lub biegaczy. To są indywidualne porozumienia między klubem a sponsorem. Idea jest jedna – trzeba kolanami dopiąć budżet, a te indywidualne umowy mają sprawić, by zgadzała się suma minimum. O maksimum ciągle mogę tylko pomarzyć.
-
Zostając przy marzeniach – jakie ma menedżer, a jakie trener?
- Chciałbym chociaż sezon, o dwóch nawet nie śmiem marzyć, popracować tak, by móc w 100 proc. zrealizować założenia sportowe. Żebym mógł spokojnie spać i bardziej nie siwieć przed niespodziewanymi sukcesami, tak jak teraz, gdy muszę ekipę wyprawić do Władywostoku. Nie mieć dylematów, czy zabrać optymalny skład, czy raczej zostawić kogoś w domu, bo wtedy te 100-200 zł więcej zostanie w kieszeni. To aż żenujące. W porównaniu do innych klubów europejskich, jak choćby do rosyjskiego Władywostoku i hiszpańskiej Kartageny, z którymi walczyliśmy w finale Pucharu Europejskiej Unii Tenisa Stołowego, nasz budżet jest jak ich młodszy brat, a mimo to wyniki KTS-u są wielkie. Po prostu chciałbym mieć wiedzę, co by było, gdybyśmy przynajmniej rok przepracowali ze spokojnym sumieniem, bez konieczności oglądania na wszystkie strony każdej złotówki. Z kolei jako trenerowi ciągle brakuje mi do pełni szczęścia zdobycia Pucharu ETTU. Już dwukrotnie byliśmy blisko, ale się nie udało. Ponadto pragnąłbym zobaczyć dwie, a może nawet trzy swoje zawodniczki na igrzyskach w Londynie. Ostatnia rzecz, która nie daje mi spokoju to Liga Mistrzów. Chciałbym, aby Tarnobrzeg mógł w niej wystąpić i zająć dobre, najlepiej medalowe miejsce.
- Dlaczego w Polsce tenis stołowy jest tak mało medialnym sportem? Brakuje transmisji telewizyjnych nawet w kanałach sportowych.
- Nie do końca tak jest. Na poziomie regionalnym, czyli w naszym przypadku na Podkarpaciu, ważne mecze lub obszerne skróty są w rzeszowskiej TVP Info, a w telewizji Tarnobrzeg jest niemal każde spotkanie. Przed dwoma laty udało się zaprosić na finał Pucharu Europejskiej Unii Tenisa Stołowego z Władywostokiem TVP Sport, która relacjonowała spotkanie na żywo. Było to bezprecedensowe wydarzenie, gdyż w Polsce nie zdarzyło się, aby tak transmitowano rozgrywki klubowe. Problem polega na tym, że to nie rola klubów, żeby zabiegać o przekaz najciekawszych imprez, nie mówiąc nawet o umowach z telewizją. Na szczeblu regionalnym KTS Forbet OWG Tarnobrzeg daje sobie radę, ale nie ma mandatu do rozmów na poziomie ogólnopolskim. Czy ktoś słyszał, aby umowę z ligą siatkówki negocjował któryś z klubów?! To zadanie dla Związku, a, niestety, Polski Związek Tenisa Stołowego nie potrafi niczego sprzedać, choć wyniki sportowe dają mu podstawy do rozmów. Jeśli jednak ktoś ze stacji ogólnopolskich zechciałby podjąć temat z naszym klubem, to będę się tylko cieszyć.
-
Dziękujemy za rozmowę.
BARBARA WOŹNIAK
JAKUB PAWELEC
źródło: Eurogospodarka 5/2010










Dodaj nową odpowiedź