...więcej Ekologia Nauka Szkolenia Biznes Zielony Dziennik Platinum GroupWalka postu z karnawałem
Czas postu, wiosna, a potem Wielkanoc – to, jak wspominają starsi z Kresów Rzeczypospolitej, ciekawy okres w roku. Dziś wielu zapomniało o pięknych tradycjach.
Odwieczna walka
Post nie był smutny! Nie wolno było jeść niczego tłustego, nawet popijać mleczka. Post zaczynał się w środę popielcową. Co innego w zapusty. Na Podlasiu i Mazurach jadało się wówczas
obficie: kilkanaście razy dziennie. Jak już kresowiak podjadł słoniny na cztery „palce”, zjadł bochenek chleba i garnek litewskich blinów, siadał do sanek (zazwyczaj był wówczas śnieg) i ruszał w odwiedziny do bliższej i dalszej rodziny. Wierzono, że czym dalej zajedzie się w gości i czym dłużej będzie się wesoło bawiło, tym dłuższy i większy len urośnie.
Kto dziś o tym pamięta? Lnu już prawie nikt nie uprawia. Tylko starsi ludzie pokazują jeszcze zardzewiałe narzędzia, opowiadając o tym, jak kiedyś len się rwało, jak trzeba było dziewczyny w czasie roboty nalewką częstować, by robota „paliła się”. Jadąc w gości, wskazane było wywrócić się kilka razy w puszysty śnieg. Był to znak, że len będzie lepiej się czesał.
Tańczono zaś i śpiewano całą noc. Młodzież wyciągała w zapusty maski, patelnie, garnki, ubierała się w stare ubrania. Jeździła od wsi do wsi, brzęcząc, hałasując, by było słychać z daleka. Na Białostocczyźnie tradycja nakazywała, by garnki z sadzą wrzucać do mieszkań panien. A jak sadzy zabrakło, to i piasek był dobry na tę okazję.
Chodzili po wsi przebierańcy: aniołowie, diabeł, koziołek, biedak. Ich zadaniem było rozweselenie i zabawienie gospodarzy. „Wyganiano” zimę. Post „walczył” z Karnawałem. W zamian młodzież mogła najeść się do syta kapusty ze słoniną.
Naturalne witaminy
Starsi przed postem spieszyli z młócką. Wykonywano ją wówczas cepami. Mężczyźni nie na darmo tak się spieszyli. Post był bowiem prawdziwym postem i nie mieliby siły podołać młócce. Inna sprawa, że jedzenie było bardzo urozmaicone. Po zapustach naród spał długo. Wstawano około południa. Gospodyni stawiała na stół kapustę i ziemniaki. Wszystkim smakował szałamok – prosta potrawa: woda z pokrojoną cebulą. Przez cały pozapustowy tydzień menu było urozmaicone: kasza z grochu, buraki, kapusta. Olej rolnicy mieli swój – wyciskano go z lnu. Na takim oleju pieczono placki.
Bogatszy jechał do miasteczka i kupował u Żyda kilogram śledzi za 19 gr. Handlarz czasami sam objeżdżał wioski. Sprzedawał śledzie, garnki. W zamian brał stare ubrania, jajka. Witamin dostarczała marchew, brukiew. Pożywne też były suszone grzyby.
Marzanna kraśna…
Niedziela Palmowa to nie tylko święcenie palm, ale i baranki, drewniane kołowrotki na placu przed kościołem. Na powitanie wiosny – topienie marzanny:
O marzanno kraśna, rada gęsi pasta
Wczoraj groch warzyła, kolano oparzyła.
Dzisiaj w zimnej wodzie moczyć Cię będziemy
Aż do jutra w wodzie Cię będziemy
Marza, marza, marzenka kraśna – śpiewała młodzież.
Nie wszędzie jednak topiono marzannę. Ci, którzy mieszkali z dala od wody, marzannę po prostu bili kijami, albo palili. Wozami lub saniami wiozło się więc marzannę na jakiś pagórek i rozpalano ognisko...
Piwo z buraków
Do kościoła szło się lub jechało czasami nawet kilkanaście kilometrów, nawet już w sobotę przed Wielkanocą. Niektórzy nocowali w świątyni. Inni – skoro świt wyjeżdżali, by pomodlić się, poświęcić świąteczne jadło. Święciło się jajka, sól, kiełbasę.
Świąteczne jedzenie też nie mogło przyprawiać o zawrót głowy: gotowana kiełbasa, bułka drożdżowa i do popicia kompot z suszonych gruszek lub jabłek. Ten, kto był bogaty, kupował... herbatę i cukier. Na co dzień takich zbytków na przedwojennych Kresach w zwykłych chłopskich chałupach nie używano. Za cukier służyła sacharyna. O herbacie mało kto śmiał marzyć!
Dla starszych w święta było jeszcze piwo robione z buraków, zamykane w butelkach.
Kindziuka nam dajcie!
Pierwszy dzień zwyczaj nakazywał spędzić w domu, z rodziną. W odwiedziny jechało się w dzień drugi. Wówczas to, po wsiach chodziła młodzież z gaikiem, po wykupne. Każda z grup starała się „wycyganić” od gospodyni jak najwięcej jajek, jadła, by późnym wieczorem zasiąść za stołem.
Proszono gospodynię różnie. Najpierw ładnie: - Kiełbasy, kindziuka nam dajcie, nie krajcie, pieroga wielkanocnego i pół kopy jaj do tego... – śpiewała lub raczej wołała młodzież. Gdy jednak poczęstunek odbiega od wyobrażeń młodzieży, wówczas śpiewano – Wasza kokoszeczka pstra, jajuszkami s.., na policy w donicy, płytą przykryta, popiołem przysypano – to nam ofiarowano...
Podtrzymują tradycje
Na szczęście tu i ówdzie na obecnych Kresach RP tradycja jeszcze się ostała. Barwne korowody przebierańców, gry i inscenizacje ludowych tradycji zapustowych i wielkanocnych, jarmarki, odbywają się m.in. w Węgorzewie niedaleko polsko-kaliningradzkiej granicy, w Puńsku – niepisanej stolicy polskich Litwinów oraz w Lipsku nad Biebrzą. Zapomniane obrzędy stara się też przypomnieć młodym zespół „Jarzębina” ze Stradun k. Ełku na Mazurach. Nie tylko śpiewa, ale i wystawia stare, zapomniane obrzędy. Okazuje się, że powodzeniem cieszy się nawet pokaz... kiszenia kapusty, rzecz jasna w sposób sprzed wieku!
A pełni pomysłów pracownicy Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie oraz Centrum Litewskiej Ludowej Kultury, a także Dom Kultury w Puńsku, organizujący w ciągu roku dziesiątki imprez, twierdzą, że kultywowanie tradycji ludowych jest także jednym z pomysłów na przyciągnięcie turystów. Na węgorzewskiej oraz puńskiej wsi ich nie brakuje.
A kto trafi w świąteczny czas na wschodnie Kresy Rzeczypospolitej, będzie miał okazję zostać nie tylko oblany wodą, ale i spotkać barwne korowody, ba… nawet zakosztować kindziuka.
JAN WYGANOWSKI
źródło: Eurogospodarka 4/2010










Dodaj nową odpowiedź