Jeśli masz problem związany z kredytem, to napisz do nas. Postaramy się pomóc.

Najświeższa ankieta

Czy jesteś zadłużony?:

Niezawisłość sądowa - belką w oku wymiaru sprawiedliwości

Eurogospodarka

Droga Redakcjo! To, co mi się przytrafiło w pierwszej dekadzie pierwszego stulecia w trzecim tysiącleciu – z winy Agencji Nieruchomości Rolnej Oddział Terenowy w Lublinie oraz z powodu rażącego błędu procesowego Sądu Okręgowego w Lublinie I Wydział Cywilny – określiłbym mianem „umyślnego ruchu oporu” organów publicznych wobec obywateli RP.

W czerwcu 1996 r. zawarłem umowę dzierżawy gruntów rolnych o powierzchni powyżej 500 ha w Halasach gm. Międzyrzec Podlaski z ówczesną Agencją Własności Rolnej Skarbu Państwa Oddział Terenowy w Lublinie. Okres obowiązywania umowy dzierżawy wynosił 10 lat z ustawowym prawem pierwokupu przedmiotu dzierżawy. Strony dopuściły możliwość przedłużenia okresu o następne 10 lat, po upływie pierwszego. Czynsz dzierżawny płatny był w dwóch ratach: I rata do 30 września danego roku, natomiast II rata do 28 lutego roku następnego. Wysokość stawki czynszu była regulowana wskaźnikiem GUS-owskim ze średniej ceny skupu pszenicy w danym półroczu, pomnożonym przez ilość decyton pszenicy przypadającą za poszczególne rodzaje dzierżawionych gruntów – inna wartość obowiązywała w umowie dla sadów, a jeszcze inna dla gruntów ornych.

W pierwszych latach musiałem ponieść znaczne koszty na odchwaszczenie gleby, stosując kosztowne preparaty uszlachetniające i regulujące kwasowość rodną gleby. Zaciągnąłem pierwsze kredyty bankowe, niby na preferencyjnych warunkach dla rolników, lecz w tym czasie koszt pieniądza bankowego i tak przekraczał 30 proc. w skali roku. Zakupiłem niezbędny sprzęt rolniczy, nasiona, nawozy oraz środki ochrony roślin. W 2000 r. wystąpiły dotkliwe przymrozki na przednówku. Wymarzły zawiązki kwiatów drzew owocowych na niemalże całym obszarze sadów jabłoni, wiśni i czarnej porzeczki. A w porze letniej susza wypaliła plantację kukurydzy i zaniżyła znacznie wydajność pól z rzepakiem. Komisja powołana przez wojewodę 26 czerwca orzekła o konieczności dofinansowania dzierżawcy w kwocie 276 tys. zł kredytem preferencyjnym, refinansowanym w części przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Kredytu nie otrzymałem.

W styczniu 2001 r. wystąpiłem z wnioskiem do Agencji o umorzenie zaległego czynszu za rok objęty katastrofą naturalną. Umorzono jedynie 596 q pszenicy, co w przeliczeniu na pieniądze stanowiło kwotę około 25 tys. zł. Na samo paliwo do sprzętu rolniczego potrzebowałem rokrocznie ponad 60 tys. zł. Czy ktokolwiek wtedy w Agencji znał rzeczywiste koszty gospodarowania tak dużym areałem ziemi?

Nie przypuszczałem wówczas, że najgorsze dopiero przede mną. 9 kwietnia 2002 r. to dla mnie i mojej rodziny data z piekła rodem – w tym dniu wezwano mnie ostatecznie do zapłaty czynszu dzierżawnego, zakreślając dodatkowe trzy miesiące do jego uregulowania – pod rygorem rozwiązania przedmiotowej umowy dzierżawy. Dnia 25 lipca groźba została urzeczywistniona jako skutek przekroczenia przez dzierżawcę dwóch pełnych okresów w opłacie zaległego czynszu. Doznałem szoku. Nie mogłem pogodzić się z tym werdyktem. Moja bezradność w tej sytuacji graniczyła z bezsilnością. Coś mnie w środku bolało. Stałem się nieufny i podejrzliwy. Gdy domyśliłem się, że chcą mi odebrać grunty, zapadłem się w sobie. (…) Obraz dzierżawcy stojącego w 2000 r. pośród wymarzniętych sadów i wysuszonych latem pól z kukurydzą, człowieka zatroskanego o to wszystko, co się zdarzyło, człowieka ogarniętego w tym momencie niemożliwościami do przebrnięcia przez pasmo obciążeń umowami kredytowymi, które zawierał dla dobra dzierżawionych gruntów – obraz ten musiał budzić grozę, nawet u tych ludzi, co teczki urzędowe traktowali wtedy jak swoje dawne szkolne aktówki (…).

Wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie I Wydział Cywilny okazał się niekorzystny dla mnie. Zostałem przymuszony do zwrotu przedmiotu dzierżawy. Moje sumienie mówiło: – To niemożliwe! Lecz w styczniu 2004 r. komornik sądowy odebrał grunty. W dalszej kolejności Agencja zaorała (zniszczyła) jesienne zasiewy i niemalże natychmiast ogłosiła kolejny przetarg. Towarzyszył temu dziwny pośpiech. Wytyczona była trasa szybkiego ruchu przez część tych gruntów od strony Międzyrzeca Podlaskiego i komuś zależało na zrobieniu błyskawicznego interesu. Doznałem rozstroju nerwowego – dopadła mnie dotkliwa depresja. Miałem myśli samobójcze. Podjąłem leczenie ze względu na rodzinę. W przeciwnym razie skończyłbym ze sobą.

Następne lata nie przyniosły żadnej ulgi, wręcz przeciwnie – listonosz doręczał jedno za drugim zawiadomienie komornicze o wszczętej egzekucji z wniosku wierzyciela. Wierzycielami były banki, dostawcy nasion i nawozów, ZUS oraz Urząd Skarbowy w Łosicach. Wszyscy co rusz zlatywali się jak sępy do padliny. Mój zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego w Sarnakach zaczął podupadać. Od 2001 r. wierzyciele przystąpili do zabezpieczania swoich roszczeń na hipotece zakładu. Chory i wynędzniały jak chłop pańszczyźniany z wysiłku psychicznego i fizycznego pozostawiłem wszystko woli Boga Wszechmogącego – tylko On mnie pocieszał nieustannie: (…) Pójdę przed tobą, pagórki wygładzę i żelazne okowy połamię (…).

W kwietniu 2008 r. poznałem człowieka, który został mi zesłany z góry… Cierpliwie wysłuchał mojego nieszczęścia, zajrzał w dokumenty zakończonych spraw sądowych, których żaden adwokat nie chciał już dotknąć, porównał treść pozwów z warunkami rozwiązanej umowy dzierżawy z 1996 r. i doszedł do wniosku, że Agencja poświadczyła nieprawdę w dokumencie pozwu tak w jednej sprawie w Lublinie, jak i drugiej w Siedlcach. Wskazał też, że Sąd Okręgowy w Lublinie błędnie ocenił stan faktyczny w odniesieniu do żądania wyrażonego w pozwie, ponieważ nie zalegałem za ponad dwa pełne okresy płatności czynszu dzierżawnego tylko za jeden. Sąd naruszył dodatkowo art. 199 § 1 pkt 4 kpc – przepis ten jeszcze do sierpnia 2003 r. zobowiązywał sąd do odrzucenia pozwu z urzędu, jeżeli strony zdecydowały się w umowie na rozstrzyganie sporów przez sąd polubowny. Ja wtedy zajmowałem się rolnictwem a nie poznawaniem zagadnień skomplikowanej retoryki prawniczej.

Redakcjo!
W mojej sprawie trwa obecnie proces przed Sądem Okręgowym w Lublinie I Wydział Cywilny w sprawie o naprawienie szkody majątkowej z czynu niedozwolonego, choć daleko jeszcze do sprawiedliwego rozpoznania sprawy przez ten sąd. W ocenie mojego zarządcy majątku, bez którego udziału nie sposób byłoby teraz mówić z takim optymizmem, dobrze byłoby zmienić właściwość sądu na Sąd Okręgowy w Warszawie, który bardziej obiektywnie podszedłby do przedstawionego zagadnienia.

Wniesiony został również pozew przeciwegzekucyjny o pozbawienie wykonalności tytułów wykonawczych w poszczególnych sprawach egzekucyjnych – Sąd Apelacyjny w Warszawie wkrótce rozstrzygnie, czy pozostawić właściwość Sądu Okręgowego w Warszawie do rozpoznania tej sprawy czy też przenieść sprawę do Siedlec. Mimo wszystko czuję się okradziony przez sądy lubelskie i siedleckie ze wszystkiego: z majątku, godności osobistej i poczucia bezpieczeństwa.

Liczne skargi kierowane do Rzecznika Praw Obywatelskich nie wniosły nic nowego – w odpowiedzi Rzecznik stwierdził, że nie może ingerować w niezawisłość sądu. Dziwne co najmniej jest to, że ani razu nie wystąpił z oficjalnym pismem o udzielenie wyjaśnień, dlaczego Sąd Okręgowy w Lublinie permanentnie narusza art. 6 i 13 Europejskiej Konwencji i ogranicza prawo do skutecznego wniesienia środka odwoławczego od niekorzystnego wyroku, tym bardziej że zapadły wyrok ma wadę prawną, a jego prawomocność przeczy zwykłemu rozsądkowi. Widać z tego, że zwykłemu rozsądkowi oraz porządkowi prawnemu przeciwstawiono „niezwykłą niezawisłość sądową”.(Sic!)

Z totalnego nieszczęścia zrodziła się jednak nadzieja, ponieważ (…) We wszystkich sprawach pierwszeństwo ma zasada sprawiedliwości i słuszności nad zasadą ścisłego prawa – tak stanowi jedna z norm prawnych, która zobowiązuje sąd do sprawiedliwego rozpoznania sprawy za każdym razem, niezależnie od rangi osoby występującej w sporze przed sądem. Tylko że w naszej polskiej rzeczywistości szczegół ten gdzieś zagubił się w środowisku sędziowskim ze szkodą dla zwykłych ludzi. Na domiar złego mam kłopoty finansowe, banki żądają spłaty zaległości i nieustannie pukają do moich drzwi. W Sarnakach mam zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego na działce gruntu o powierzchni 1,96 ha. Komornik sądowy wszczął egzekucję z wniosku banku. Zaskarżyłem opis i operat szacunkowy, ponieważ dopatrzyłem się rażących błędów w czynnościach komornika. Wszystko dzieje się w Siedlcach przed tutejszymi organami, w których bezstronność już zupełnie nie wierzę.

Tadeusz Wasiluk

źródło: Eurogospodarka 5/2010

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Mogą zainteresować Cię także...

  • Jeśli jesteś dłużnikiem i nie spłacasz na czas swojego długu, to musisz liczyć się z tym, że komornik postara się o wszczęcie przeciwko Tobie postępowania egzekucyjnego. Nawet na tym etapie nie jesteś jednak całkowicie bezradny – możesz skutecznie walczyć, jeśli tylko Twoje prawa w tym postępowaniu zostaną naruszone.

  • Od 4 stycznia zaczął funkcjonowaćtzw. e-sąd, którego zadaniem jest przede wszystkim przyspieszenie postępowania sądowego. Czy uda się osiągnąć zamierzony cel?

  • Przedstawiamy postanowienie Sądu Najwyższego dotyczące zasad zniesienia współwłasności. Postanowienie to SN wydał 15 kwietnia 2011 r., a dotyczyło sprawy o sygn. III CSK 191/10.