Jeśli masz problem związany z kredytem, to napisz do nas. Postaramy się pomóc.

Najświeższa ankieta

Czy jesteś zadłużony?:

Nadzieja w beznadziei

Eurogospodarka

Fundusze celowe przeznaczone na wsparcie dłużników mogą być dla wielu tysięcy firm ratunkiem przed upadkiem. Kiedy ostatni raz rozmawiałem z Jolą (lat 50), w słuchawce słyszałem płaczący głos. – Nie mam już siły. Nie wiem, co robić. Boję się, że stracę dom, bo mam kłopoty finansowe i narastające długi. Pojechaliśmy z interwencją do Poznania.

Na miejscu zastaliśmy na pozór dobrze prosperujące przedsiębiorstwo handlowe. Wystrój robił wrażenie: ładne biuro i dwie hale magazynowe wypełnione po brzegi towarem z asortymentem elektroniczno-elektrycznym (głównie produkcji chińskiej) i artykułami dekoracyjnymi renomowanej niemieckiej firmy. Na pierwszy rzut oka w towarze ulokowane było kilkaset tysięcy złotych. Gdzie tu jest problem? – pomyślałem.

Odważne inwestycje

Jola prowadzi swoją firmę w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością od wielu lat. Zaczynała od dystrybucji artykułów dekoracyjnych, kiedy konkurencja na rynku była znikoma. Interes toczył się świetnie. Współpraca z dużymi marketami, gdzie wstawiała towar, także przebiegała bez problemów.

W 2008 r. – ze względu na sporą konkurencję na polu dotychczasowej działalności – zaczęła myśleć nad poszerzeniem oferty. Zrobiła rozeznanie w sieciach handlowych, na jaki towar jest zapotrzebowanie, i zainwestowała. Kupiła artykuły małej domowej elektroniki i elektryki, głównie rozdzielacze do anten, przewody do telewizji kablowej itp., a także lampy ogrodowe. Na wspólną inwestycję namówiła partnera z Niemiec, który wyłożył kapitał na zakup towaru w Chinach i na zasadzie kredytu kupieckiego zakupione produkty, w sumie o wartości ok. 200 tys. euro, wstawił do spółki Jolanty. Jola była przekonana, że w szybkim czasie sprzeda towar, a zarobek pozwoli na realizację kolejnych planów rozwojowych jej firmy.

Nieoczekiwany zwrot wydarzeń

Nasza bohaterka, jak większość przedsiębiorców, nie przewidziała, że w 2009 r. świat nawiedzi kryzys ekonomiczny, który odciśnie piętno także na niej. Sieci handlowe w Polsce, z którymi kooperowała, i które prawie w stu procentach należą do inwestorów zagranicznych, jeszcze bardziej zaczęły się zabezpieczać. Niewygodne umowy z marketami pozwalające na długie (średnio trzymiesięczne) terminy płatności lub na zwrot wstawianych towarów w połączeniu ze strachem konsumentów przed
wydawaniem pieniędzy powodowały, że częściej do spółki wracały towary niż gotówka. Jak na złość, jedne z zamówionych w Chinach produktów – lampy ogrodowe przeznaczone do montażu w podłożu – dotarły do Polski z dużym opóźnieniem i teraz muszą czekać do wiosny – aż markety przyjmą je do sprzedaży.

A zadłużenie przedsiębiorstwa wciąż wzrasta. Spółka zatrudnia sześć osób i małe przychody pozwalają jedynie na wypłatę wynagrodzeń bez składek na ZUS, zapłatę czynszu za magazyny i telefon. Zadłużenie wobec ZUS-u sięga już ponad 70 tys. zł, a zobowiązania podatkowe wobec urzędu skarbowego prawie 30 tys. zł. Do tego dochodzi konieczność spłaty partnera z Niemiec w kwocie ok. 700 tys. zł. Jolanta, jako właścicielka i jednocześnie prezes zarządu spółki, nie wypłaca już sobie wynagrodzenia. Wcześniej, kiedy bilans spółki był korzystny, nikt nie myślał o zaciąganiu kredytów na prowadzenie działalności i związane z nią m.in. zakupy, które w handlu są podstawą, tylko inwestowano własne środki, a kiedy zaczęto myśleć o wsparciu firmy pożyczką bankową, było już za późno. Jolanta, chcąc ratować firmę, szukała kredytu jako osoba prywatna, ale niestety nie ma szans na jego uzyskanie, bo nie płacąc sobie pensji, nie ma zdolności kredytowej.

Przyciśnięta do muru

Skutecznym rozwiązaniem trudnej sytuacji zadłużonej spółki byłaby szybka sprzedaż towarów z odpowiednią marżą, ale to obecnie jest raczej niemożliwe. Czasu na myślenie oraz na działania naprawcze jest coraz mniej, bo niemiecki wierzyciel postawił ultimatum, że jeżeli do lutego spółka nie odda mu pieniędzy, to złoży wniosek o jej upadłość. Według wartości księgowej majątku spółki, którym w całości jest posiadany przez nią towar, spółka pokrywa swoje zobowiązania, ale teoretycznie – gdyby doszło do procesu upadłościowego i w spółce pojawiłby się syndyk – to kwoty ze sprzedaży towarów uzyskane na licytacjach mogą nie wystarczyć na pokrycie zobowiązań.

Paraliżujący strach

Jolanta zwróciła się do naszej redakcji z prośbą o pomoc, m.in. dlatego że boi się utraty rodzinnego domu, który dostała od ojca. Jak mówi: – To by go zabiło, bo to krwawica jego życia. Gdyby nakreślić najgorszy scenariusz, to na samym końcu egzekucyjnej układanki pod komorniczy młotek pójdzie jej nieruchomość, bo Jola, jako członek zarządu, odpowiada za długi spółki. Dom o wartości ponad miliona zł nie jest obciążony hipoteką i stanowi świetny przedmiot zabezpieczenia zobowiązania, ale niestety nie dla banku, który wymaga jeszcze zdolności kredytowej.

Do lombardu Jolanta też nie pójdzie, bo nie zarobiłaby na odsetki. Mimo oferowanego zabezpieczenia w postaci nieruchomości jej spółka nie jest też atrakcyjna dla funduszy inwestycyjnych venture capital, które nastawione na duże stopy zwrotu nie inwestują w tak małe projekty, i do tego prowadzone przez firmy z kłopotami. Sprzedaż domu, ze względu na żyjącego jeszcze ojca, jest wykluczona. Brak szybkiego wyjścia z sytuacji zwiększa obawy Jolanty i odbiera jej motywację do dalszego działania.

Jest nadzieja

Jedyną nadzieją dla dłużniczki jest pozyskanie kapitału od funduszu celowego przeznaczonego na wsparcie dłużników. Za granicą ta forma inwestycji w projekty z problemami spotykana jest pod nazwą Problem Project Finance (PPF). Jak mówią polscy przedstawiciele tego typu funduszy, inwestycje w dłużników zawierają w sobie element misji i nie są nastawione na osiągnięcie znacznego zysku. Przede wszystkim chodzi o ratowanie kapitałem wartości składników majątkowych dłużników. Jedynym warunkiem inwestycji jest jakieś zabezpieczenie zwrotu zainwestowanego kapitału. Dzięki takim pomostom finansowym dłużnik może utrzymać swoją ofertę na odpowiednim poziomie, nie zaniżając jej wartości, co jest także korzystne dla systemu gospodarczego państwa.

W Polsce istnieje tylko kilka funduszy, które wyciągają dłoń do tonących w długach. Nazywane też ekspresowym serwisem finansowym fundusze te w sytuacjach krytycznych (np. tuż przed licytacją komorniczą) niejednokrotnie oceniają swoje ryzyko w ciągu kilku godzin i błyskawicznie wchodzą z kapitałem, zaskakując wierzycieli.

Inwestując w taki projekt, fundusze prowadzą monitoring działań dłużnika i wycofują kapitał w chwili wyjścia dłużnika na prostą.

„Eurogospodarka” skierowała Jolantę do takiego funduszu PPF. Z uzyskanych informacji wiemy, że łzy z jej oczu zniknęły.

ANDRZEJ SKUBISZEWSKI
 

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Mogą zainteresować Cię także...

  • Kiedy członek zarządu spółki z o.o. uniknie odpowiedzialności za jej zobowiązania? Członek zarządu spółki z o.o. odpowiada za zobowiązania spółki, i to nie tylko wobec kontrahentów czy pracowników, ale także za zaległe składki na ubezpieczenie społeczne oraz niezapłacone przez spółkę podatki. Istnieją jednak tzw. przesłanki egzoneracyjne, a więc umożliwiające uniknięcie tej odpowiedzialności, której podstawą jest złożenie na czas wniosku o ogłoszenie upadłości spółki.

  • Bankowcy, pochylając się nad sprawami naszych czytelników, często przy jednej interwencji Salonu Dłużnika analizują stosy dokumentów. Wiele spraw przypomina trudne łamigłówki, w których wskazanie korzystnego rozwiązania graniczy z cudem.

  • Zaciągane w dobrej wierze kredyty bez zgody współmałżonka często mogą doprowadzić do rozpadu związku. Iwona, matka dwójki dzieci, będąca od czterech lat w związku małżeńskim, zwróciła się do naszej redakcji z prośbą o pomoc w spłacie swoich zobowiązań, o których jej mąż Andrzej dowiedział się grubo po ich zaciągnięciu.