...więcej Ekologia Nauka Szkolenia Biznes Zielony Dziennik Platinum GroupKto mi pomoże? Mam kłopoty finansowe…
A kto ich nie ma? Ale ja tego nie chciałem, nie dążyłem do problemów, tylko pragnąłem zarabiać uczciwie.
Zarejestrowałem w 2000 r. spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie Inwest-Klub z siedzibą w Warszawie. Zarobiliśmy pierwsze pieniądze na sprzedaży konstrukcji aluminiowej Firmy YAWAL na inwestycję „RONDO BABKA TOWER” – jedna z ciekawszych inwestycji w Warszawie w tym okresie. Zarobione pieniądze postanowiłem zainwestować w nowe przedsięwzięcie inwestycyjne, które było zręcznie przemyślane i było na czasie. Chodzi o sortownię odpadów komunalnych w Woli Łaskiej k. Łodzi.
Mieliśmy dobry biznesplan – założenia były przejrzyste i poparte realnymi wskaźnikami finansowymi zarówno po stronie aktywów, jak i pasywów. Przedsięwzięcie miało hulać pod nazwą nowej spółki „HTG Recykling”. Trafiliśmy do banku 1. Sczytano założenia biznesplanu i pojawiła się ogólna euforia, że wygląda to nadzwyczaj dobrze. Działo się to w maju 2001 r. Koniec końców, nie otrzymaliśmy zaplanowanego kredytu inwestycyjnego, a wpłacony zadatek na zakup gruntów od Syndyka Masy Upadłościowej po byłym Przedsiębiorstwie Robót Mostowych „ŁASK” SA poszedł się ... W zasadzie wszystko poszło w tym samym kierunku.
Po tym krachu próbowałem nadrobić stracony czas w 2004 r. Pod szyldem Inwest-Klub Sp. z o.o. rozpoczęliśmy podwykonawstwo robót budowlanych dla firmy budowlanej z Warszawy na „Zielonym Zaciszu” – dość fajna inwestycja mieszkalna. Jednostronnie narzucone warunki płatności przez kierownika kontraktu mocno ograniczyły zdolność płatniczą Inwest-Klubu. Termin faktury do zapłaty obowiązywał dwa pełne miesiące po jej wystawieniu. Zgroza!!!
Poszedłem do banku 2. i poprosiłem o kredyt konsumpcyjny, ponieważ tylko ten produkt banku był możliwy do osiągnięcia w pół godziny. Robotnicy na budowie przecież byli głodni i wymagali niezwłocznego wsparcia finansowego, choćby paroma stówkami. Pierwszą wypłatę 10 września 2004 r. sfinansowaliśmy akonto.
Robota układała się dobrze. Majstrowie cieszyli się, że kominy mają idealny pion. Kolejna wypłata 10 października. Część poborów poszła na zaliczki, bez tego żaden robotnik nie wytrzyma. Lecz w dniu wypłaty zabrakło jakieś 10 tys. zł, by rozliczyć do końca należności płacowe. Banki odmówiły mi jakiegokolwiek wsparcia finansowego; nieważne, że były wystawione faktury za zrobioną robotę, a gwarantem płatności była wspomniana renomowana firma. Po kilku dniach nieodpowiedzialnego strajku pracowników Inwest-Klubu zmuszeni zostaliśmy do opuszczenia placu budowy. Niedokończone roboty cwani majstrowie przeszacowali i zagrali dwulicowo.
Zebraliśmy siły dopiero w lutym 2005 r. Dobrze zarekomendowana inwestycja mieszkalno-usługowa przy ul. Brożka w Warszawie. Inwestorem była spółdzielnia mieszkaniowa „K”, a generalnym
wykonawcą była mało znana firemka, bez stażu rynkowego – biuro „M”. Domówiliśmy kontrakt na wykonanie w całości stanu żelbetowego. Ruszyliśmy z robotami ziemnymi. Zabiliśmy ściankę berlińską i wpuściliśmy buldożery. Natrafiliśmy na kolizję z czynną kanalizacją biegnącą przez środek terenu inwestycyjnego. Autor projektu (jakieś tam biuro projektowe z Warszawy) zdziwiony, jakby zobaczył naraz stado słoni, zapomniał, że dokumentacja instalacji podposadzkowej nie została jeszcze uzgodniona z MPWiK i że ta rura kanalizacyjna to jakiś żart.
Wszystko zaczęło się przedłużać w czasie, jakieś dodatkowe ustalenia, może zamiast płyty dennej zbrojonej zastosować stopy fundamentowe? – będzie oszczędniej i według poprawnych reguł budowlanych. Minął luty, marzec, kwiecień i pierwsza dekada maja. Postanowiłem działać.
Poprosiłem o dokumenty księgowe inwestora. Chcieliśmy uruchomić faktoring, ponieważ dalsze prowadzenie robót było niemożliwe w takich warunkach. Okazało się, że spółdzielnia mieszkaniowa „K” nie miała zdolności kredytowej, ponieważ posiadała w pasywach bilansowych za 2003 rok krótkoterminowy kredyt do spłacenia. Tak ocenił to bank 3. Podzieliliśmy się tą informacją z generalnym wykonawcą, który w ogóle się nie zdziwił.
Do dziś sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie o naprawienie szkody majątkowej Inwest-Klubu za niesłuszne rozwiązanie umowy. Może dla wielu powyższe brzmi jak scenariusz dobrej komedii, ale tak naprawdę nikomu nie jest do śmiechu, zwłaszcza mnie – prezesowi zarządu Inwest-Klub Sp. z o.o. Spółka nie jest uwiązana żadną umową kredytową z bankiem, lecz moja skromna osoba w tamtym czasie zawarła kilka kredytów konsumpcyjnych, by wesprzeć robotników pracujących na budowie. Nie było innego sposobu na sprawniejsze działanie.
Miałem świadomość, że wcześniej czy później wskazani inwestorzy rozliczą się za wykonaną usługę. Okazuje się, że o wszystko trzeba walczyć ciężej niż na prawdziwej wojnie.
ANTONI CISZEWSKI
źródło: Eurogospodarka 4/2010










Dodaj nową odpowiedź