...więcej Ekologia Nauka Szkolenia Biznes Zielony Dziennik Platinum GroupEurodłużnicy
Z informacji inspektorów kontroli skarbowej wynika, że wielu przedsiębiorców stało się dłużnikami z tytułu niezapłaconych podatków przez swoją nieuwagę, łatwowierność i przede wszystkim nieuczciwość unijnych kontrahentów. Okres największych nadużyć to lata 2004-2005.
Ciekawym przykładem jest tu sprawa Arlety (prawdziwe imię do wiadomości redakcji), która w wyniku niedoinformowania lub być może celowego działania jej kontrahenta została dłużnikiem wobec Skarbu Państwa RP. Jej perypetie mają swój początek w 2004 r., kiedy to nawiązała współpracę handlową ze szwedzkim partnerem. Miała wówczas dostęp do atrakcyjnego towaru i warunki do tego, aby zarobić bez wykładania własnych pieniędzy na jego zakup. Pod koniec 2004 r. szwedzka firma zwróciła się do Arlety z zamówieniem na produkty odzieżowe. Termin realizacji zamówienia był umówiony na maj 2005 r., a kwota sprzedaży wynosiła 20 tys. zł netto. Ponieważ transakcja była przeprowadzona między podmiotami z różnych krajów unijnych, należało sprawdzić, czy numer VAT kontrahenta jest ważny, co uprawniało sprzedawcę (w tym przypadku Arletę) do zastosowania 0-procentowej stawki VAT na dostawy do UE. Tak też Arleta uczyniła i dodatkowo poprosiła o przysłanie dokumentów rejestrowych szwedzkiej firmy. Po potwierdzeniu danych transakcja została dokonana. Tuż po sprzedaży Arleta dostała zamówienie na ten sam towar z realizacją kontraktu na sierpień 2005 r. Kupcy ze Szwecji pochwalili jakość oraz cenę produktów i zwiększyli zamówienie dziesięciokrotnie. Arleta narzuciła
tylko 20% marży. Zarobiła prawie 35 tys. zł. Ponieważ brak pracy zmusił ją do założenia firmy, była usatysfakcjonowana, że otwierają się przed nią wrota do sukcesu zawodowego, jest na swoim, nikt nie stoi jej nad głową.
Była tak podekscytowana rozmiarem zamówienia i natychmiastową płatnością, że nie sprawdziła ponownie swojego kontrahenta w unijnym rejestrze numerów identyfikacyjnych VAT, bo i po co miała to robić, skoro był to dobry i natychmiastowy płatnik. Stały już szwedzki klient powtórzył duże zamówienie jeszcze w listopadzie tego samego roku. I tym razem Arleta nie sprawdziła numeru VAT unijnego partnera, miała na głowie wiele spraw i nie przyszło jej do głowy, że mogłaby stać się ofiarą własnej nieuwagi i sprytu drugiej strony, z którą prowadziła interesy.
Sprawa wyszła przypadkiem
W 2009 r. urząd skarbowy przeprowadził kontrolę transakcji unijnych dokonywanych w 2005 r. Powodem kontroli było zapytanie urzędu skarbowego z Niemiec w sprawie innego klienta Arlety. Przy okazji tej kontroli urząd sprawdził wszystkie operacje handlowe od stycznia do października 2005 r. W trakcie kontroli Arleta dowiedziała się, że musi odprowadzić do urzędu skarbowego podatek VAT w kwocie 36 tys. zł wraz z należnymi odsetkami za cztery lata. W uzasadnieniu decyzji przeczytała, że jej partner ze Szwecji został wykreślony z unijnego rejestru tuż przed sierpniowym zakupem i powinien nabyć towar z 22-procentową stawką VAT. Fakturę na 200 tys. zł netto trzeba było skorygować i zamienić ją na brutto, nie zmieniając kwoty (czyli powinno być 200 tys. zł brutto). Nie pomogły protesty i wyjaśnienia Arlety, że nie została poinformowana przez kupującego, iż w trakcie trwającej współpracy przestał on być podatnikiem unijnym.
Mimo że zdania prawników są tu podzielone, to ostatecznie obowiązuje interpretacja przepisów, którą określa urząd skarbowy. Według tej interpretacji, która jest zgodna z ogólnymi przepisami, nawet gdybyśmy codziennie dokonywali dostaw unijnych do tego samego kontrahenta, to za każdym razem musimy sprawdzić, czy możemy zastosować 0-procentową stawkę VAT. Przepis ten nie zawsze jest przestrzegany przez sprzedawców, bo takie codzienne transakcje mogą mieć miejsce w miastach przygranicznych, a przykładem mogą być tu codzienne dostawy pieczywa przez polskie piekarnie do niemieckich sklepów. Arleta oczywiście nie chciała się wdawać w spór interpretacyjny z mocnym przeciwnikiem i poprosiła urząd skarbowy o rozłożenie powstałego długu na raty.
Szczęście w nieszczęściu
Kłopoty Arlety pojawiły się w najmniej oczekiwanym momencie. Po kilku latach funkcjonowania w biznesie, kiedy myślała, że ma stabilną pozycję na rynku, założyła rodzinę i urodziła dwójkę dzieci. W tej sytuacji każde niespodziewane obciążenie finansowe jest dla niej trudne i dlatego m.in. zwróciła się o pomoc do naszej redakcji. Jak pisze Arleta, szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że kontrola skarbowa nie objęła listopada 2005 r., w którym to miesiącu, jak uważny czytelnik tego artykułu mógł zauważyć, nie do końca uczciwi Szwedzi kupowali od naszej bohaterki towar.
Arleta jest pewna, że gdyby kontrola została przeprowadzona ponownie i objęłaby tę transakcję, historia mogłaby się powtórzyć i do puli jej długu doszłoby kolejne 36 tys. zł plus odsetki. Przed otwarciem każdego listu z urzędu skarbowego uspokaja drżenie rąk. Kolejne obciążenie finansowe doprowadziłoby do zrujnowania jej budżetu, dlatego nie zdecydowała się na skorygowanie listopadowej faktury z własnej inicjatywy, czeka na kolejną kontrolę lub przedawnienie sprawy.
Jedną z kwestii, która nurtuje Arletę, jest to, czy w przypadku ujawnienia tej niezgodności w trakcie kolejnej kontroli poniesie ona dodatkową karę za nieujawnienie informacji. Na dochodzenie roszczeń i odszkodowanie od Szwedów prawdopodobnie jest już za późno. Sprawą Arlety zajęli się nasi redakcyjni prawnicy.
ANDRZEJ SKUBISZEWSKI










Dodaj nową odpowiedź